Roladki drobiowe ze szpinakiem w szynce szwarcwaldzkiej

roladki_drobiowe

Wiem, że są takie rodziny, które w każdą niedzielę jedzą na obiad rosół i kotlety schabowe. Co więcej – wcale im to nie przeszkadza. Nie wiem, jak jest teraz, ale kiedy mieszkałam z Rodzicami, jedna z sąsiadek w każdą niedzielę ubijała kotlety (no, chyba że bitki – to przepraszam) i głuchy odgłos tłuczonego mięsa rozchodził się po ścianach. W moim rodzinnym domu kotlety schabowe pojawiają się sporadycznie. Nie dlatego, że nie lubimy – mój Tata od kilkunastu lat jest na diecie i nie może jeść niczego smażonego, a mamie nigdy nie chciało się gotować osobno dla Niego i dla nas. Dlatego w naszym domu niedzielny obiad zawsze był w wersji gotowanej, pieczonej lub duszonej. Myślę, że wyszło nam to na zdrowie. Dziś proponuję obiad na niedzielę, sprawdzony przepis mojej Mamy – roladki drobiowe ze szpinakiem i papryką, posypane duszonymi pieczarkami. Zapraszam!

Składniki:

2 piersi z kurczaka
pęczek szpinaku
połówka czerwonej papryki
6 plasterków szynki (speck, parmeńskiej lub szwarcwaldzkiej)
3 ząbki czosnku
łyżka masła
jajko
sól
pieprz
gałka muszkatołowa
oliwa z oliwek

Sposób wykonania

Szpinak oczyścić i drobno posiekać. Wrzucić na rozgrzane masło, dodać posiekany czosnek. Przyprawić solą, pieprzem i gałką muszkatołową. Dusić do miękkości, po czym zdjąć z ognia i wbić jajko. Energicznie zamieszać. Piersi z kurczaka umyć i każdą przeciąć wzdłuż na trzy części. Otrzymamy sześć płaskich kawałków mięsa, które należy delikatnie rozbić (np. łyżką). Na każdy pasek mięsa nałożyć szpinak i równomiernie rozsmarować. Z jednej strony, przy brzegu umieścić pasek papryki i od tej strony ciasno zwinąć roladkę, którą następnie należy zawinąć w plaster szynki szwarcwaldzkiej i spiąć wykałaczkami. Roladki delikatnie posmarować oliwą z oliwek i każdą osobno otulić w folię aluminiową. Włożyć do żaroodpornego naczynia do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na ok. 30 minut. Podawać posypane uduszonymi na maśle pieczarkami.

SMACZNEGO!
roladki_drobiowe_ze_szpinakiem

 

Zupa szczawiowa

zupa_szczawiowa_z_jajkiem

Zupa szczawiowa nie gości na moim stole zbyt często, ale właśnie naszła mnie na nią ochota, więc dzielę się przepisem. Zacznijmy od tego, że nie każdy powinien jeść taką zupę. Osoby chore na reumatyzm, nerki czy wątrobę powinny raczej ograniczyć spożywanie roślin, które zawierają kwas szczawiowy. Chodzi mi tu głównie o szczaw, rabarbar czy nawet szpinak (on także zawiera spore ilości kwasu!). Kwas szczawiowy w połączeniu z jonami wapnia tworzy szczawian wapnia, który może osadzać się na nerkach w postaci kamieni. Nie oznacza to oczywiście, że w ogóle nie powinniśmy jeść roślin, zawierających kwas szczawiowy. Nie zapominajmy, że np. w rabarbarze występują duże ilości potasu czy magnezu, a szpinak jest cennym źródłem żelaza i witaminy C. Jedzmy te rośliny, ale z umiarem. Do potraw ze szczawiem warto dodawać śmietanę lub jajko, gdyż zawarty w nich wapń neutralizuje działanie kwasu i minimalizuje jego szkodliwy wpływ na nasz układ pokarmowy. No dobra – trochę postraszyłam, trochę pomędrkowałam. To teraz dla chętnych przepis na zupę szczawiową. Z jajkiem ugotowanym na twardo i odrobiną śmietany obowiązkowo.

Składniki:

słoik szczawiu (w sezonie przesmażamy na maśle duży pęczek szczawiu)
2 marchewki
3 ziemniaki
pietruszka
2 ząbki czosnku
liść laurowy
ziele angielskie
olej
sól
pieprz
2 łyżki śmietany
kilka gałązek koperku
jajka ugotowane na twardo
woda

Sposób wykonania

Do gotującej się wody wlać 2 łyżki oleju; dodać czosnek, liść laurowy i ziele angielskie; gotować kilka minut. Po chwili wrzucić pokrojoną w kostkę marchewkę, pietruszkę oraz ziemniaki. Posolić i gotować ok. 20 min, po czym dodać szczaw. Gotować chwilę całość i wlać zahartowaną śmietanę. Przyprawić do smaku pieprzem i solą. Pozostawić na ogniu jeszcze przez chwilę, po czym rozlać na talerze i posypać posiekanym koperkiem. Podawać z jajkiem ugotowanym na twardo i pieczywem.

SMACZNEGO!zupa_szczawiowa

Ciecierzyca z zieloną papryką i pieczarkami

ciecierzyca_z_papryka_i_pieczarkamiPamiętacie taki film Macieja Pieprzycy “Inferno”, z cyklu Pokolenie 2000? Jedna z bohaterek – Baśka interesuje się malarstwem, w związku z czym zdaje na prawo. U niej nazywa się to brakiem złudzeń. Miałam dziś wielką ochotę na zupę z dyni. Dlatego zrobiłam cieciorkę z warzywami. U mnie nazywa się to brakiem wyboru. Przekroczyłam rano próg warzywniaka z zamiarem zakupu pięknej, soczystej dyni. Przywitały mnie upiorne, okrutnie okaleczone rzeźniczym nożem przerośnięte dynie, z dziesięciokilogramową nadwagą, które na sklepowych wystawach złowieszczo uśmiechają się do klientów, czekając na Halloween. Przecież u nas nie obchodzi się Halloween…Gdyby chociaż miały powtykane w swoje groteskowe głowy cmentarne astry… A tu nic. Zmieniłam więc zdanie – kupiłam zieloną paprykę i pieczarki. Dziś na obiad będzie cieciorka.

Składniki:

200 g suchej ciecierzycy
6 pieczarek
zielona papryka
2 łyżki czarnych oliwek
2 ząbki czosnku
cebula
papryka słodka w proszku
olej
sól
pieprz
kumin

Sposób wykonania

Ciecierzycę moczyć przez noc, następnie gotować do miękkości w lekko osolonej wodzie; odcedzić. Czosnek i cebulę posiekać, podsmażyć na oleju. Pieczarki obrać, pokroić w plasterki. Dodać do cebuli i czosnku. Paprykę umyć i pokroić w cienkie paski. Dorzucić do reszty składników. Dodać ugotowaną wcześniej ciecierzycę, doprawić solą, pieprzem, kuminem i papryką. Smażyć wszystko razem, do miękkości papryki.

SMACZNEGO!

Pieczone mątwy z bakłażanem

matwa_pieczona_z_baklazanem

Tydzień temu podpisaliśmy umowę na wynajęcie mieszkania. Od tego czasu próbuję doprowadzić lokum do stanu używalności. Na pierwszy rzut oka, mieszkanie wyglądało na zadbane i czyste. No właśnie – na pierwszy rzut. Wystarczyło dokładniej przyjrzeć się oknom, kuchence czy podłogom, by stwierdzić, że na sprzątaniu zejdzie mi troszkę dłużej, niż planowałam. W tym momencie jest już dobrze i wczoraj postanowiliśmy się przeprowadzić. Pierwsza noc w nowym miejscu za nami. W trakcie pakowania natknęłam się na wiele staroci, pamiątek, zdjęć, które systematycznie zbierałam przez wszystkie lata i jakoś żal było mi wyrzucać. Z rodzinnego gniazdka wyfrunęłam już jakiś czas temu, ale miło było tu na chwilę wrócić i pogrzebać w przeszłości. Przeprowadzka to dobry moment na zrobienie generalnych porządków – w szafie, piwnicy, pudłach czy nawet komputerze. Jeśli o tym ostatnim mowa, kiedy zgrywałam wszystko na zewnętrzne dyski, znalazłam zdjęcia z Włoch, a wśród nich fotki dania, które robiliśmy raz na kolację. Mieliśmy wtedy świeże mątwy (sepie), które kupiliśmy na targu rybackim, ale w Polsce widziałam w supermarketach mrożone, więc jeśli ktoś ma ochotę wypróbować przepis, nie widzę przeszkód.

Składniki:

300 g mątw (sepii)
bakłażan
kulka mozzarelli
ok. 15 pomidorków koktajlowych
sól
oliwa z oliwek

Sposób wykonania

Jeśli mamy mrożone mątwy, rozmrażamy je – prawdopodobnie będą już obrane ze skóry i wypatroszone. Jeżeli dysponujemy świeżymi, wystarczy pociągnąć energicznie i wyrwać strunę, która znajduje się wewnątrz mątwy – pozbawi ją to wnętrzności. Nie ma potrzeby obierania małych mątw ze skóry. Te duże natomiast należy pozbawić błony. Następnie należy pokroić mątwy – ja oddzieliłam tylko część głowową od ramion chwytnych (krótko mówiąc przecięłam głowonoga na pół). Bakłażan umyć i pokroić w plastry. Na każdym plastrze umieścić pomidora koktajlowego przekrojonego na pół. Mozzarellę posiekać na kawałki i posypać nią bakłażany. Na koniec na całość położyć kawałek mątwy. Polać oliwą i posypać solą. Włożyć do nagrzanego do 200 stopni piekarnika i piec około 30 – 40 minut.

SMACZNEGO!matwa_sepia

Gorąca czekolada

Goraca_czekolada

Wbrew pozorom, to właśnie jesienią, a nie wiosną, zawsze zaczynało się w moim życiu coś nowego – szkoła; rok akademicki; nowe znajomości, związki, praca; przeprowadzka do innego kraju; nowe projekty. Tym razem nie będzie inaczej – szykują się nowości, ale o tym innym razem. Ta jesień będzie szczególna jeszcze pod jednym względem – w mojej metryce wkrótce z przodu pojawi się trójka – z dwójką żegnam się na zawsze…
Lubię jesień, jest to moja ulubiona pora roku. Uwielbiam jej kolory, chłodne długie wieczory, Planty pokryte kołderką liści i kasztanów, babie lato… Mgła, która wieczorami spowija Kraków, nadaje mu wyjątkową atmosferę i tajemniczy wygląd. Jesienią zawsze więcej czytam – zachęca mnie do tego pogoda za oknem. Kiedy na zewnątrz pada i wieje chłodem, ja zagrzebuję się pod ciepłym kocem z ulubioną książką i kubkiem czegoś rozgrzewającego. Może to być aromatyczna herbata, grzane wino lub gorąca czekolada. Dziś proponuję ten ostatni trunek – w sam raz na jesień, która właśnie się rozpoczęła.

Składniki:

100 g gorzkiej czekolady (min. 70% kakao)
300 ml mleka
pół łyżeczki ekstraktu z wanilii
laska cynamonu
2 ziarna kardamonu

Sposób wykonania

Z ziaren kardamonu wyciągnąć nasionka, umieścić je w rondelku. Dodać cynamon i ekstrakt z wanilii, zalać mlekiem. Odstawić na 15 minut, po czym podgrzać na wolnym ogniu. Uważać, by nie doprowadzić do zagotowania się mleka. Dodać połamaną czekoladę i rozpuścić, cały czas mieszając. Uważać, by nie przypalić czekolady. Sposobów na przygotowanie gorącej czekolady jest wiele – ja nie dodaję śmietanki, tylko mleko. Moim zdaniem ma to być napój, nie deser. Nie doprowadzam także do zagotowania czekolady. Kiedy temperatura jest już wysoka, zdejmuję czekoladę z ognia i na kilka minut odstawiam. Kiedy jej temperatura opadnie, umieszczam jeszcze raz na wolnym ogniu i podgrzewam, cały czas mieszając – czekolada wtedy gęstnieje, wystarczy odrobina cierpliwości. Na koniec należy przelać czekoladę przez sitko do filiżanek. Jeśli ktoś słodzi czekoladę, cukier proponuję dodać do mleka.

SMACZNEGO!