Pieczone kotlety z soczewicy i płatków owsianych

kotlety_z_soczewicy

Dzisiaj zdrowa przekąska z czerwonej soczewicy. Zapewne ucieszy ona wegetarian, a może nawet i wegan – w przepisie nie ma bowiem żadnych składników pochodzenia zwierzęcego. Nie ma jaj, mleka czy też masła. Kotlety są bardzo łatwe w przygotowaniu i co najważniejsze – smaczne. Dzięki temu, że są pieczone, a nie smażone na patelni, stanowią lekką przekąskę, która według mnie doskonale nadaje się na delikatny posiłek w upalne dni. Ponieważ można je jeść zarówno na ciepło, jak i na zimno, chętnie zabieram je do pracy i w tej drugiej wersji zajadam się nimi podczas przerwy obiadowej. Dobrze smakują z różnymi sosami, hummusem oraz sałatkami. Ja najczęściej zawijam je w liście sałaty i przegryzam pomidorkami koktajlowymi. Osobiście wolę czerwoną soczewicę, ale jeśli Wam bardziej smakuje zielona, nie widzę przeszkód, aby do przygotowania kotletów wykorzystać właśnie taką. Wybór pozostawiam Wam.

Składniki:

1,5 szklanki suchej soczewicy
0,5 szklanki płatków owsianych
3 łyżki mielonych migdałów
łyżeczka kuminu
łyżeczka suszonego oregano
sól
woda

Sposób wykonania

Soczewicę ugotować do miękkości w lekko osolonej wodzie, po czym odcedzić i połączyć z płatkami owsianymi i migdałami. Dodać kumin i oregano; dokładnie wymieszać. Odstawić, aby masa ostygła. Zmoczyć dłonie i uformować płaskie, niewielkie kotleciki. Blachę wyłożyć papierem do pieczenia i umieścić na niej kotlety. Włożyć do nagrzanego do 180 stopni piekarnika i piec około 25 minut. Podawać według uznania na ciepło lub na zimno z ulubionymi sosami bądź sałatkami.

SMACZNEGO!

 

 

Ciasto rybne

zapiekanka_z_ryby

Dzisiaj coś dla miłośników ryb. Sama ryby uwielbiam i nie wyobrażam sobie jadłospisu bez nich. Jadam je w każdej postaci – duszone, smażone, grillowane, wędzone, w sałatkach, gulaszach, potrawkach itd. Kiedy przez kilka tygodni przebywałam w Portugalii, obserwowałam (i próbowałam rzecz jasna!) na ile sposobów można przyrządzić ryby, które w tym kraju stanowią podstawę diety. Bardzo popularne są tam rybne zapiekanki, a także pierożki z nadzieniem z mielonego dorsza. Delektowałam się również ciastem wymieszanym z rybim mięsem, które formuje się w kulki i smaży w głębokim tłuszczu. To ostatnie danie kojarzy mi się trochę z norweskimi fiskekaker – smażonymi plackami bądź też kotletami na bazie mąki i ryb, które stanowią zazwyczaj dodatek do dania głównego, chociaż bywają także odrębną przekąską. W Wielkiej Brytanii z kolei popularny jest tak zwany fish pie, czyli ciasto z białej ryby z sosem otrzymywanym z mleka i sera typu cheddar. Czasem do dania dodawane są także krewetki i ugotowane na twardo jajka. Całość przykryta jest purée ziemniaczanym bądź ciastem francuskim i upieczona w piekarniku. Ja dziś proponuję hybrydę wszystkich tych przepisów – mielone rybie mięso z dodatkami, upieczone w piekarniku. Zapraszam!

Składniki:

600 g filetów z dorsza
2 jajka
2 łyżki mąki
cebula
100 ml śmietany
sól
pieprz
kilka gałązek świeżego rozmarynu
tłuszcz + bułka tarta do obsypania foremki do pieczenia

Sposób wykonania

Ryby umyć i zmielić w maszynce. Cebulę drobno posiekać. Do zmielonych ryb dodać mąkę, jajka, śmietanę, sól, pieprz i cebulę. Dobrze wymieszać. Piekarnik nagrzać do 180 stopni. Foremkę natłuścić i obsypać bułką. Przełożyć do niej masę rybną; na wierzchu umieścić świeży rozmaryn. Foremkę włożyć do nagrzanego piekarnika i piec około 40 minut, aż wierzch ładnie się przyrumieni. Podawać na ciepło lub zimno z sałatką i kieliszkiem białego wina.

SMACZNEGO!

zapiekanka_rybna

Pizza z mąki pełnoziarnistej

pizza_razowa

Wcześniej czy później musiało to nastąpić – post z takim przepisem – w końcu związek z Włochem zobowiązuje… A co najbardziej kojarzy się z Italią, jeśli nie pizza? Już za trzy tygodnie będę cieszyć się smakiem tej prawdziwej, prosto z pieca. Kiedyś chyba wspomniałam, że w rodzinnym domu mojego mężczyzny niedzielna pizza, to już tradycja. Niemal jak w polskiej rodzinie niedzielny rosół… Czasami w Irlandii nachodzi nas ochota na pizzę i mimo, że musimy zadowolić się zwykłym piekarnikiem, pieczemy ją z licznymi dodatkami i na rozmaite sposoby. Eksperymentowaliśmy z różnego rodzaju mąką – pszenną, żytnią, gryczaną, kukurydzianą itp. Dziś proponuję mieszankę pełnoziarnistej mąki pszennej z tą, której tradycyjnie używa się we Włoszech do wyrobu pizzy – mąką typu 00. Zdaję sobie sprawę, że są tacy, dla których prawdziwa pizza to wyłącznie ta, zrobiona z klasycznej białej mąki, ale jeśli ktoś lubi próbować nowych rzeczy, to dlaczego nie skusić się na inną, troszkę zdrowszą wersję pizzy? A nuż okaże się, że właśnie taka jest dla nas strzałem w dziesiątkę? Ach, jeszcze jedno – zapomnijcie o polewaniu pizzy ketchupem. We Włoszech to nie do przyjęcia. Tam zazwyczaj skrapiają pizzę oliwą z oliwek. Czasem w pizzeriach serwowany jest sos pomidorowy, ale wydaję mi się, że jest to zabieg przygotowany “pod turystów” – pizza ma już przecież sos na cieście, więc aplikowanie go podwójnie prawdziwym Włochom raczej się nie zdarza…

Składniki:

na ciasto
2,5 szklanki pełnoziarnistej mąki pszennej
szklanka mąki pszennej typu 00
25 g świeżych drożdży
łyżeczka soli
2 łyżki oliwy z oliwek
szklanka ciepłej wody

na sos
3 łyżki przecieru pomidorowego (nie koncentratu!)
łyżka oliwy z oliwek
sól
suszone oregano

na wierzch pizzy (wg uznania – podaję swoje dodatki)
kulka mozzarelli
6 pieczarek
150 g surowej kiełbasy ( salssiccia fresca)
kilka świeżych gałązek oregano

Sposób wykonania

Drożdże rozpuścić w ciepłej wodzie i odstawić na chwilę. Do miski wsypać mąkę i sól. Dodać oliwę i rozpuszczone drożdże; wymieszać. Ugniatać ciasto do momentu, aż będzie miękkie i sprężyste i przestanie kleić się do rąk. Uformować kulę i przykryć ściereczką. Odstawić w ciepłe miejsce (ja odstawiam zazwyczaj na ok. 2 godziny, ale można krócej). Gdy ciasto wyrośnie, należy rozwałkować je na cienką warstwę i wyłożyć go na blasze, formując grubsze brzegi. Ciasto posmarować sosem, przygotowanym z wymieszanego przecieru pomidorowego, oliwy, soli i suszonego oregano. Dodać ulubione składniki – ja na cieście umieściłam pokrojoną w kostkę mozzarellę, plasterki pieczarek, świeże listki oregano oraz rozdrobnioną surową kiełbasę. Pizzę włożyć do dobrze rozgrzanego piekarnika (najlepiej, aby był rozgrzany do maksimum). Piec do momentu, aż na serze pojawią się skwierczące bąbelki, które po chwili zbrązowieją (ok. 10 minut).

SMACZNEGO!

 

Domowe masło migdałowe

Maslo_migdalowe

Przyznam otwarcie – nie jestem wielką fanką tradycyjnego masła orzechowego, otrzymywanego z orzeszków ziemnych. Jeszcze kilka miesięcy temu pracowała ze mną dziewczyna z Łotwy, która często przynosiła do pracy takie masło i w ramach drugiego śniadania zjadała posmarowane nim kawałki jabłek. Nigdy nie przekonałam się do tego smaku, ale być może wynikało to z faktu, że po prostu za takim masłem nie przepadam. Szczytem absurdu była dla mnie do niedawna tzw. kanapka amerykańska, czyli dwie kromki białego chleba (jedna posmarowana masłem orzechowym, a druga dżemem), złożone w sandwich. Postanowiłam dać jednak szansę temu popularnemu smarowidłu, ale – jak to mam w zwyczaju – troszkę je zmodyfikować. Do wyprodukowania swojego masła, zamiast orzeszków ziemnych, użyłam migdałów. Oczywiście można rozpisywać się o tym, że masło migdałowe ma więcej magnezu, żelaza, witaminy E i mniej tłuszczu, niż orzechowe, ale nie oszukujmy się – oba stanowią ogromne bomby kaloryczne. Delektujmy się więc nimi z umiarem, ale kiedy najdzie nas ochota na taką przekąskę, proponuję zrobić ją samemu – będziemy mieć pewność, że jest w 100% naturalna; bez żadnych dodatkowych składników, które często można spotkać na etykietach sklepowego masła orzechowego. Zaproponowane dziś przeze mnie migdałowe smarowidło, można stosować do tostów, kanapek, naleśników, ciastek, wafli, owoców itp. Ja lubię je w połączeniu z bananami, ale mojemu mężczyźnie najbardziej smakuje na toście, w zestawieniu z miodem. Wybór pozostawiam Wam.

Składniki:

400 g migdałów
łyżka oleju kokosowego

Sposób wykonania

Migdały uprażyć w piekarniku – około 30 minut w 180 stopniach; ostudzić. Umieścić w blenderze i rozdrobnić. Dodać olej kokosowy i kontynuować miksowanie, aż do otrzymania pożądanej konsystencji. Cały proces blendowania trwa kilka dobrych minut, więc proponuję uzbroić się w cierpliwość – na pewno się opłaci!

SMACZNEGO!

 

Sałatka z malinami i serem feta

Salatka_z_fata_i_malinami

Jeżeli ktoś z Was czytał “W poszukiwaniu straconego czasu” Marcela Prousta, to zapewne pamięta, jak w pierwszej części – “W stronę Swanna”, główny bohater zanurza w herbacie ciastko, którego smak przenosi go w myślach w czasy dzieciństwa. Jest to chyba najsłynniejsze ciastko w literaturze i mowa tutaj oczywiście o magdalence, dzięki której bohater znów staje się małym Marcelkiem odwiedzającym ciotkę Leonię. Podejrzewam, że znacie to uczucie, kiedy charakterystyczny smak lub zapach przywołuje wspomnienia, osoby, miejsca czy poszczególne wydarzenia z przeszłości. Ja też mam takie smakowe skojarzenia i wiążą się one z malinami. Kiedy byłam mała, każde wakacje  spędzałam na Podkarpaciu, w rodzinnej wiosce mojej mamy. Babcia hodowała wtedy maliny, które zbieraliśmy niemal całą rodziną. Część z nich była przeznaczona na sprzedaż, a z części robiliśmy soki, dżemy i inne przetwory. Chyba do końca życia będę pamiętać smak rozgniecionych malin, wymieszanych z cukrem i prawdziwą domową śmietaną. Do dziś tę wieś darzę ogromnym sentymentem i zajmuje ona szczególne miejsce w moim sercu. Chętnie tam jeżdżę i szczerze żałuję, że tak rzadko. Kiedy przychodzi sezon na maliny, ich smak pozwala mi powrócić w ukochane miejsce i powspominać przeszłość. Już nic nie jest tam takie, jak było – wioska przeszła dużą metamorfozę,  została zmodernizowana. Czasy się zmieniły. Część osób, z którymi mam ciepłe wspomnienia niestety odeszła, inni – wyjechali. Jednak za każdym razem, gdy malinowa słodycz rozpływa się w moich ustach, a drobne ziarenka owocu delikatnie drażnią podniebienie, uwalniając niezapomniany aromat, ludzie i miejsca, o których mówię, ożywają na nowo i z melancholijną tęsknotą wypełniają moje myśli. Dziś na fali tego sentymentu proponuję sałatkę z moimi ulubionymi owocami. Mam nadzieję, że Wam posmakuje…

Składniki:
250 g malin
70 g sera feta
dwie garści liści szpinaku
2 łyżki posiekanych orzechów laskowych
łyżka płynnego miodu
łyżka oliwy z oliwek
Sposób wykonania

Maliny opłukać; odłożyć dwie garści, resztę utrzeć z miodem i oliwą do otrzymania jednolitej konsystencji. Przecedzić przez sitko, by pozbyć się pestek. Szpinak opłukać, ułożyć na talerzu. Umieścić na nim całe maliny, które na początku odłożyliśmy oraz ser feta, pokrojony w kostkę. Całość polać sosem malinowym i posypać orzechami.

SMACZNEGO!
salatka_z_malinami