Zapiekana papryka peperoni z ricottą i suszonymi pomidorami

peperoni_z_ricotta

Ostatnio trochę zaniedbuję bloga, ale jakoś brakuje mi czasu na cokolwiek. Prawie codziennie po pracy jeżdżę załatwiać coś z podłogą, meblami, płytkami lub innymi rzeczami związanymi z urządzaniem mieszkania. Jako że mój mężczyzna nie mówi dobrze po polsku, wszędzie ja jestem osobą kontaktową i to ja muszę podejmować decyzje i rozmawiać z wszelkimi fliziarzami, stolarzami czy montażystami. W połowie przypadków nie mam pojęcia, o czym ci panowie mówią, ale zazwyczaj stwarzam pozory, kiedy dochodzi do rozmowy o syfonach, dylatacji, cokołach czy otworach montażowych. Idzie mi chyba całkiem nieźle, ponieważ efekt owych rozmów widoczny jest gołym okiem. Bycie jedną nogą na nowym mieszkaniu i jedną jeszcze na obecnym, z którego trzeba się wyprowadzić (czytaj spakować wszystko i posprzątać) sprawia, że nawet na codzienne rzeczy typu fryzjer, kino czy basen jakoś nagle brakuje czasu. Mam już trochę dość tego całego remontu i nie mogę doczekać się, kiedy wszystko będzie już gotowe i w końcu wprowadzimy się do własnego mieszkania. Jak zwykle w stresujących momentach szukam ukojenia w kuchni, gdzie mogę wyciszyć się i zrelaksować. W książce, którą dostałam od “teściowej” znalazłam przepis na friarielli czy friggitelli – znane w Polsce jako peperoni, czyli słodkawa papryka z pikantnym posmakiem. Supermarkety oferują papryki, które mają różną wielkość i poziomy ostrości – ja wybrałam średnio ostrą, ponieważ pomyślałam, że dobrze skomponuje się z łagodnym smakiem ricotty. Oczywiście ostrość papryki zależy od Was – co kto lubi.

Składniki:

6 średniej wielkości papryk peperoni
250 g sera ricotta
jajko
2 łyżki startego parmezanu
8 suszonych pomidorów
sól
pieprz
oliwa z oliwek
bułka tarta do posypania

Sposób wykonania

Papryki umyć, osuszyć i odciąć łodygi. Naciąć wzdłuż i usunąć gniazda nasienne (nie przekrawać na pół). Do ricotty wbić jajko, dodać starty parmezan i pokrojone na kawałki suszone pomidory. Wszystko dobrze wymieszać. Tak przygotowanym nadzieniem wypełnić paprykę. Paprykę oprószyć pieprzem i solą, skropić oliwą i delikatnie posypać bułką tartą. Ułożyć na blasze wyścielonej papierem do pieczenia. Włożyć do nagrzanego do 200 stopni piekarnika na ok. 20 minut.

SMACZNEGO!

Toskańskie ciasto kasztanowe

ciasto_kasztanowe

Wyraźnie pamiętam zapach pieczonych kasztanów, jaki roznosił się po ulicach Lizbony, kiedy trzy lata temu spacerowałam po tym mieście. Było ciepłe listopadowe popołudnie i powoli dobiegał końca mój pobyt w Portugalii. Ponieważ tygodnie spędzone w tym kraju wspominam bardzo dobrze, wszystko, co mi się z nim kojarzy, przywołuje w pamięci dobre chwile. Nie inaczej jest z kasztanami. Są one co prawda przysmakiem typowo jesiennym, ale chociaż w kalendarzu jeszcze lato, aura robi się powoli iście jesienna. Dlatego pozwoliłam sobie na wypiek z użyciem mąki kasztanowej –  taka mała zapowiedź nadchodzącego sezonu. Nie zabieram Was jednak do Portugalii – dziś przepis rodem z Włoch, a dokładniej z Toskanii. Zapraszam na castagnaccio alla toscana, czyli toskańskie ciasto kasztanowe.

Składniki:

250 g mąki kasztanowej
100 g orzechów włoskich
100 g orzechów piniowych
100 g rodzynek
330 ml wody + do namoczenia rodzynek
oliwa z oliwek
sól

Sposób wykonania

Rodzynki zalać zimną wodą i odstawić na 10 minut, po czym odcisnąć i wysuszyć. Mąkę i sól przesiać przez sitko do miski. Do mąki stopniowo wlewać wodę; dokładnie wymieszać do uzyskania jednolitej i gładkiej konsystencji. Orzechy włoskie posiekać, dodać do nich orzechy piniowe i rodzynki, wymieszać. Część mieszanki odłożyć (na posypanie wierzchu ciasta), a resztę dodać do mącznej masy. Dokładnie wymieszać. Ciasto przelać do okrągłej formy, natłuszczonej oliwą. Posypać resztą mieszanki orzechów i rodzynek, którą wcześniej odłożyliśmy. Wierzch skropić oliwą z oliwek. Włożyć do nagrzanego do 190 stopni piekarnika i piec ok. pół godziny, do momentu, aż ciasto zacznie pękać, a orzechy ładnie się przypieką.

SMACZNEGO!

 

 

Pieczony łosoś z miodem i orzechami

pieczony_losos_z_miodem_i_orzechamiPierwsze dni urlopu za mną. Niestety, po weekendzie czuję się bardziej zmęczona niż po całym tygodniu pracy. Sobota i niedziela upłynęły nam na spotkaniach z fachowcami od remontu, robieniu porządków w piwnicy i pierwszych przymiarkach do wielkiego pakowania. Dziś nie będzie inaczej. Nie mogę jednak całkiem narzekać – przynajmniej w końcu się wyspałam. Znaleźliśmy również czas na przygotowanie pysznej kolacji i seans mojego ulubionego “Pociągu” Jerzego Kawalerowicza – punkt absolutnie obowiązkowy każdych wakacji. Uwielbiam ten film – historię, zdjęcia, muzykę, aktorstwo i oczywiście miejsce akcji. Jeśli chodzi o kolację, tym razem na stole wylądował pieczony łosoś z miodem, orzechami i odrobiną pleśniowego sera. Do tego lampka wytrawnego, białego wina i celebracja początku urlopu zakończona sukcesem. Oby kolejne dni również przyniosły odrobinę wytchnienia i relaksu…

Składniki:

2 dzwonka łososia
200 ml białego, wytrawnego wina
garść posiekanej mieszanki orzechów (włoskich, laskowych, nerkowców itp.)
dwie łyżki miodu
10 g sera pleśniowego (u mnie lazur)
oliwa z oliwek

Sposób wykonania

Na rozgrzaną oliwę wrzucić umyte i wysuszone dzwonka łososia. Obsmażyć krótko z dwóch stron i podlać winem. Pozostawić na ogniu, do momentu, aż większość wina odparuje. Łososia zdjąć z ognia i przełożyć do żaroodpornego naczynia. Resztę wina przelać do naczynia z łososiem. Rybę polać miodem i posypać orzechami. Na wierzchu umieścić pokrojony w kostkę ser. Naczynie włożyć do rozgrzanego do 180 stopni piekarnika. Piec do momentu, aż ser roztopi się, a orzechy zbrązowieją. Podawać z ulubioną sałatką i lampką białego wina.

SMACZNEGO!

 

Sałatka z fasolką szparagową i tuńczykiem

salatka_z_fasolka_szparagowa_i_tunczykiemKolejne upalne dni za nami. To lato jest naprawdę wyjątkowo gorące. Zwłaszcza w mieście. Wczoraj, korzystając z wolnego dnia, postanowiliśmy pojechać na wycieczkę. Spacer wzdłuż jeziora, zwiedzanie zamku i relaks z książką na świeżym powietrzu pozwoliły zapomnieć trochę o obowiązkach i masie rzeczy, jakie w najbliższych tygodniach mamy do zrobienia. Do Krakowa wróciliśmy późnym popołudniem. W planie mieliśmy jeszcze wypad do kina, więc nie było zbyt wiele czasu na gotowanie. Ze względu na temperatury za oknem, ciepła kolacja też nie wchodziła w grę. Po szybkim sprawdzeniu zapasów w domu postanowiłam zrobić orzeźwiającą, a zarazem sycącą sałatkę z fasolki szparagowej. Do tego tuńczyk, kilka pomidorów i mamy naprawdę smaczną i pożywną propozycję na lekką kolację w upalne dni. Zapraszam do wypróbowania przepisu.

Składniki:

400 g fasolki szparagowej
2 duże pomidory
puszka tuńczyka w oleju
3 ząbki czosnku
kilka liści bazylii
oliwa z oliwek
woda
sól
pieprz

Sposób wykonania

Fasolkę umyć i odciąć końcówki. Ugotować do miękkości w lekko osolonej wodzie. Powinna być miękka, ale sztywna. Po ugotowaniu przelać zimną wodą i pokroić na mniejsze części. Czosnek drobno posiekać. Pomidory pokroić na kawałki. Fasolkę, czosnek i pomidory dobrze wymieszać. Przyprawić solą i pieprzem do smaku. Skropić oliwą z oliwek. Dodać postrzępione liście bazylii. Nałożyć na talerz porcję sałatki, na środku umieścić tuńczyka.

SMACZNEGO!

 

 

Faszerowany patison

patison_faszerowanyNie od dziś wiadomo, że jestem wielką fanką wszelkich dyń, cukinii, bakłażanów i tym podobnych. Dziś przyszła pora na patisona. Patison, zwany też dynią letnią, dyskokształtną lub talerzową ma wiele odmian. Można spotkać patisony koloru białego, żółtego, zielonego lub granatowego. Małe i duże. Patisony mają delikatny smak i są lekkostrawne – w sam raz na letnie dni i dla osób, które są na diecie. Można je przyrządzać na wiele sposobów. Pamiętam z dzieciństwa smak smażonych patisonów. Siostra taty, którą pewnego razu odwiedziliśmy w lecie, przyniosła z ogrodu, wówczas nieznane mi i dziwnie wyglądające warzywo, które przypominało trochę latający spodek. Ciocia pokroiła warzywo w grube plastry, opanierowała je jak kotlet schabowy i wrzuciła na patelnię. Do dziś pamiętam chrupiącą panierkę i rozpływające się w ustach miękkie warzywo. W rodzinnym domu patisony nie cieszyły się zbyt wielką popularnością, mama rzadko je przyrządzała. Pamiętam jednak smak marynowanych, maleńkich patisonów. Te małe, służyły czasami również jako dodatek do lecza lun mięsnego gulaszu. Dziś proponuję inne wydanie patisona – faszerowanego i pieczonego. Zapraszam!

Składniki:

średni patison
mała czerwona  papryka
pomidor
kilka plastrów szynki
30 g sera lazur (u mnie akurat żółty/złoty)
sól
pieprz

Sposób wykonania

Odkroić “czapeczkę” patisona, czyli górną część z ogonkiem. Wydrążyć środek. Pestki usunąć, a miąższ pokroić w kostkę. Paprykę, szynkę, ser i pomidora również pokroić w kostkę. Miąższ z patisona, pokrojoną szynkę i warzywa wymieszać z połową sera. Przyprawić solą i pieprzem. Farsz umieścić w wydrążonym patisonie, przykryć czapeczką i włożyć do nagrzanego do 180 stopni piekarnika. Piec 45 minut, po czym wyciągnąć, ściągnąć czapeczkę, posypać drugą połową sera i z powrotem włożyć do piekarnika na ok. 10 -15 minut.

SMACZNEGO!