Eggnog, czyli poncz mleczny

eggnog

Święta coraz bliżej. Nie wiem, czy to kwestia pogody, czy braku bożonarodzeniowego nastroju, ale w tym roku w ogóle nie czuję ducha świąt. Poza tym nie ukrywam – brakuje mi śniegu. Co prawda początek astronomicznej zimy dopiero za kilka dni, ale wszystko wskazuje na to, że w tym roku Boże Narodzenie wcale nie będzie białe. Trzeba jednak pogodzić się z tym faktem i mimo wszystko spróbować zbudować świąteczną atmosferę. Ja inspiracji szukam oczywiście w kuchni. Dziś sięgam po eggnog, czyli gorący napój na bazie mleka i jajek. Drink ten powszechnie znany jest w krajach anglosaskich. Pija się go w okolicach Świąt Bożego Narodzenia, a w Kanadzie i Stanach Zjednoczonych także przy Święcie Dziękczynienia. W smaku przypomina troszkę ajerkoniak, więc miłośnikom tego trunku dzisiejszy “bohater” na pewno przypadnie do gustu. Przepisów na eggnog jest wiele – ja zrobiłam go z mleka, ale są tacy, którzy dodają jeszcze gęstą śmietanę. Dla mnie to trochę za dużo – trunek robi się wtedy ciężki. Można także kombinować ze smakami – dodając kakao lub zastępując zwykłe mleko np. kokosowym. Zamiast miodem, napój można posłodzić cukrem itp. Ja starałam się pozostać przy bardziej tradycyjnej wersji, ale niezależnie od tego, którą z opcji wybierzemy, jednego możemy być pewni – eggnog na pewno nas dobrze rozgrzeje!

Pamiętajcie, że alkohol dozwolony jest od lat 18!

Składniki:

2 szklanki mleka
2 jajka
2 łyżki miodu
kilka kropel ekstraktu z wanilii
gałka muszkatołowa (najlepiej świeżo starta)
cynamon
100 ml brandy/whisky/rumu

Sposób wykonania

W niedużym rondelku na małym ogniu podgrzać mleko. Dodać do niego miód, cynamon, gałkę muszkatołową i ekstrakt z wanilii. Kiedy jest gorące, odstawić z ognia. Jajka ubijać na niewielkich obrotach (przez ok. 1 min), po czym stopniowo dodać mleko, cały czas ubijając. Na koniec wlać alkohol i całość krótko ubić do połączenia się składników. Podawać od razu. Można na koniec posypać gałką lub cynamonem.

SMACZNEGO!

 

 

 

Kulki z soczewicy i ziemniaków

pieczone_kulki_z_soczewicy_i_ziemniakow

Grą mojego dzieciństwa, bez wątpienia była “Magia i miecz”. Do dziś z rozrzewnieniem wspominam długie godziny, które spędziliśmy z bratem nad jej planszą. Mamy do niej taki sentyment, że niemal za każdym razem, gdy brat przylatuje do Polski, rozkładamy grę i przenosimy się do krainy fantasy, pełnej czarów i tajemniczych postaci. Mój chłopak nie znał tej planszówki – nie była popularna we Włoszech, ale stwierdził kiedyś, że z chęcią w nią zagra. Ponieważ nie mieliśmy żadnych planów na sobotę, postanowiliśmy spędzić wieczór grając w “Magię i miecz”. Poza oczywistymi przygotowaniami do gry – takimi jak zorganizowanie dostatecznej przestrzeni; rozłożenie planszy; przydzielenie wylosowanym postaciom odpowiedniej ilości żetonów, czarów, monet itp., pozostała kwestia przekąsek na wieczór. Z bratem zazwyczaj graliśmy na podłodze – stawialiśmy na popcorn, sery, kabanosy i drinki. Tym razem chciałam zrobić lekką i zdrową przekąskę. Ponieważ rozgrywkę planowaliśmy od południa, miałam czas, by przygotować coś na ząb. Postawiłam na pieczone kulki z soczewicy i ziemniaków. Były pyszne – z chrupiącą skorupką z zewnątrz i mięciutkie w środku. Zachęcam do wypróbowania przepisu. Kulki dobrze smakują z piwem i na pewno są lepszą propozycją niż chipsy, paluszki lub słone orzeszki.

Składniki:

szklanka suchej zielonej soczewicy
2 ziemniaki
3 ząbki czosnku
łyżka mąki razowej
łyżka suszonego czosnku niedźwiedziego
gałka muszkatołowa
sól
łyżka słodkiej papryki
pół łyżeczki ostrej papryki

Sposób wykonania

Soczewicę namoczyć i ugotować do miękkości, dobrze (!) odcedzić. Ziemniaki obrać i ugotować, także odcedzić. Wystudzoną soczewicę i ziemniaki przełożyć do miski lub innego naczynia. Dodać obrany czosnek. Wszystko rozdrobnić blenderem na gładką masę. Dodać mąkę, sól, gałkę muszkatołową i czosnek niedźwiedzi. Dokładnie wymieszać i uformować niewielkie kulki. Obtoczyć je w mieszance papryk. Ułożyć na blasze wyścielonej papierem do pieczenia. Włożyć do rozgrzanego do 180 stopni piekarnika i piec ok. 30 minut. Na ostatnie 10 minut można włączyć  termoobieg.

SMACZNEGO!

Biszkopt z kakaową masą budyniową (tort na wieczór panieński)

po_skonczonej_pracy_zaloz_majtki_tort

Długo zastanawiałam się, czy zamieszczać tutaj tego rodzaju wpisy, ale ostatecznie pozwoliłam sobie dziś na post z przymrużeniem oka. Panie i panowie, chłopcy i dziewczęta – stało się: w ubiegłą sobotę, jedna z moich najbliższych przyjaciółek (taka, z którą przeżyłyśmy setki historii, wspólne wakacje, wyjazdy, a nawet wypadek samochodowy) wyszła za mąż! Była świetna zabawa, dużo tańców i śmiechu. Tydzień wcześniej wraz z innymi dziewczynami urządziłyśmy jej wieczór panieński. Postawiłyśmy na imprezę w stylu PRL. Były więc kiczowate balony, serpentyny, winyle, stroje jak z “ruskiego” bazaru oraz oczywiście muzyka – głównie z lat 70. i 80. Poza całą otoczką, która pozwoliła nam przenieść się kilka dekad w tył, na naszej prywatce był także bufet. Na stole (obowiązkowo przykrytym ceratą) znalazły się szklanki w koszyczkach oraz wazon z gerberami i goździkami. Były śledzie, Żytnia, oranżada itp. Mnie w udziale przypadło przygotowanie tortu. Chciałyśmy z dziewczynami wybrać jakieś hasło z czasów PRL, które umieszczę na torcie – coś o bumelantach, zuch-dziewczynach lub przodownikach pracy. Poszperałyśmy w internecie i znalazłyśmy hasło “Po skończonej pracy załóż majtki”. Okazało się jednak, że nie pochodzi ono z lat 80., tylko bodaj z 2004 roku, kiedy to ktoś w ramach internetowych projektów prezentowanych w warszawskiej Zachęcie, przekształcił hasło. W oryginale brzmiało ono “Po skończonej pracy wyłącz urządzenie elektryczne”. Nam ta zmieniona wersja bardziej się spodobała i postanowiłyśmy ostatecznie pozostać przy niej. Była śmieszniejsza i naszym zdaniem bardziej nadawała się na wieczór panieński. Tort w zamierzeniu miał być kiczowaty, kolorowy i krzykliwy. Mam nadzieję, że taki wyszedł. Niestety nie zrobiłam zdjęcia, jak prezentował się w środku, ale musicie mi uwierzyć na słowo – był trzywarstwowy, przekładany kakaową masą budyniową.

Składniki:

Na biszkopt:

8 jajek
szklanka mąki pszennej
3/4 szklanki cukru
3 łyżki mąki ziemniaczanej

Na krem:

kostka miękkiego masła
2 budynie waniliowe
3 łyżki kakao
0,5 l mleka
cukier puder
żółtko
50 ml wódki
pół tabliczki gorzkiej czekolady
100 g rodzynek
3 łyżki posiekanych orzechów włoskich

Sposób wykonania

Biszkopt: Białka oddzielić od żółtek, ubić na sztywno. Stopniowo (cały czas ubijać) dodawać cukier, a następnie żółtka. Mąkę przesiać i ostrożnie dodać do masy jajecznej. Delikatnie wymieszać, a następnie przelać do tortownicy, której dno należy wcześniej wyłożyć papierem do pieczenia. Ciasto wyrównać i włożyć do nagrzanego do 170 stopni piekarnika na ok. 35 – 40 minut. Po tym czasie ciasto wyciągnąć z piekarnika i ostudzić. Boki ciasta obkroić, kiedy biszkopt jest już całkowicie ostudzony. Przeciąć na trzy blaty.

Krem: Z 500 ml mleka odlać pół szklanki i rozpuścić w nim budynie. Resztę mleka zagotować na wolnym ogniu. Dodać rozpuszczone budynie i zagotować. Dokładnie ostudzić. Budyń powinien być bardzo gęsty. Masło dokładnie utrzeć na gładką masę. Dodać wystudzony budyń oraz żółtko i ucierać kilka minut do dokładnego połączenia składników. Dodać cukier (nie podałam proporcji, ponieważ niektórzy używają budyniu z cukrem, a inni bez – masę należy po prostu posłodzić według uznania, uważając, by nie była za słodka). Dodać kakao, posiekaną czekoladę, orzechy, rodzynki i wódkę. Dobrze wymieszać.

Blaty biszkoptu przełożyć kremem. Cienką warstwą kremu posmarować wierzch ciasta oraz jego boki. Włożyć do lodówki na kilka godzin. Dekorować tuż przed podaniem. Ja boki toru obsypałam wiórkami kokosowymi; napis zrobiłam z gorzkiej czekolady, rozpuszczonej w kąpieli wodnej. Do narysowania majtek i zrobienia kropek użyłam gotowych dekoracyjnych pisaków cukrowych.

SMACZNEGO!

 

Siwosz z selerem naciowym i pomidorami

siwosz_z_selerem_naciowym_i_pomidorami

Muszę przyznać, że od kilku tygodni zaniedbuję trochę blog. Miałam sporo załatwień, a poza tym przez ostatnie dni czuję się fatalnie. Trzeba jednak wziąć się w garść i naprostować (albo przynajmniej spróbować) rzeczy, które się zepsuło lub odpuściło. Dziś, trochę na poprawę humoru (wiadomo jesienna chandra i doły) sięgam po rybę. Dlaczego akurat po rybę? Czytałam gdzieś, że zawarte w rybach kwasy omega 3 podnoszą poziom endorfin w organizmie. A endorfiny, jak powszechnie wiadomo to hormony szczęścia. Chciałam zrobić rybę, której jeszcze nie jadłam. W sklepie rybnym ogromnie zdziwiłam się, gdy zobaczyłam długaśną kolejkę po… karpia. Wszak święta dopiero za trzy tygodnie, ale jak widać ludzie chcą być zawczasu przygotowani na wigilijną kolację. Po kilkunastu minutach wyszłam ze sklepu bardzo daleka od świątecznego nastroju, ale z upragnioną, jeszcze nieznaną mi rybą. Okazało się, że siwosz lub jak kto woli mustel siwy to smaczna i mięsista ryba. Podobno jest bardzo lekka i dietetyczna. Ma trochę “wężowaty” kształt i nie ma ości. Przyrządziłam ją w selerze naciowym i pomidorach. Jestem przekonana, że w tym przepisie, siwosza można równie dobrze zastąpić dorszem, makrelą czy chociażby łososiem.

Składniki:

400 g siwosza
6 łodyg selera naciowego
4 pomidory
cebula
sól
pieprz
olej

Sposób wykonania

Na rozgrzanym oleju podsmażyć posiekaną cebulę. Po chwili dodać rybę (ja miałam “filety”, ale w sprzedaży dostępny jest też siwosz w plastrach). Oprószyć solą i pieprzem. Dodać pokrojone na kawałki pomidory oraz pociętego selera naciowego. Dusić ok. 20 minut, po czym podawać np. z pieczywem.

SMACZNEGO!

 

Ciasto czekoladowo – pomarańczowe

ciasto_pomaranczowo_czekoladowe

Jestem wielką fanką gorzkiej czekolady. Już jakiś czas temu, w sklepach zaczęły pojawiać się tabliczki mojej ulubionej “słodyczy” z rozmaitymi dodatkami. Kuszące zestawienia sprawiły, że za cel wybrałam sobie wypróbowanie niektórych z nich. Od razu powiem, że część, moim zdaniem jest przekombinowana i jak dla mnie, niejadalna. Zupełnie odrzucone przez moje kubki smakowe zostały gorzkie czekolady z pestkami dyni, z trawą żubrówkową, z zielonym pieprzem (sic!) czy ze słonym karmelem (ten dodatek pasuje raczej do czekolady mlecznej). Do worka czekolad z dodatkami, które w zasadzie nie zmieniają smaku, ale dobrze prezentują się i mogą stanowić dodatek do eleganckiego prezentu, według mnie trafiają wszelkie “gorzkie” z płatkami złota, jaśminu, róży czy bratków. Smakowały mi natomiast czekolady z chili lub gruboziarnistą solą. Nie zawiodły również różnego rodzaju orzechy i owoce – zwłaszcza maliny, czarne porzeczki i pomarańcze. Zainspirowana tym czekoladowo – pomarańczowym zestawieniem, proponuję dziś ciasto łączące oba smaki. Zapraszam!

Składniki:

2 szklanki mąki
szklanka cukru pudru
szklanka maślanki
2 jajka
pół kostki miękkiego masła
łyżeczka proszku do pieczenia
pół szklanki wrzątku
pół szklanki kakao
2 budynie waniliowe
2 szklanki soku pomarańczowego
1 pomarańcza
pół tabliczki gorzkiej czekolady

Sposób wykonania

Masło utrzeć z cukrem pudrem na gładką masę. Dodać jajka i jeszcze przez chwilę ucierać razem. We wrzątku rozpuścić kakao i pozostawić do ostygnięcia, po czym dodać do niego maślankę. Do masła z cukrem dodać mąkę i proszek do pieczenia. Dobrze wymieszać, po czym wlać maślankę z kakao. Całość dokładnie wymieszać do uzyskania jednolitej konsystencji. Przelać do formy wyłożonej papierem do pieczenia. Na wierzch położyć plastry pomarańczy. Włożyć do nagrzanego do 180 stopni piekarnika i piec około 30 minut. Po tym czasie wyłączyć piekarnik i pozostawić w nim ciasto jeszcze przez około 15 minut. Ciasto wyciągnąć, ostudzić i przeciąć wzdłuż na dwie części. Budynie połączyć z sokiem pomarańczowym, wymieszać i zagotować do pożądanej gęstości. Jeszcze ciepłą masę wylać na spód ciasta, a drugą częścią przykryć całość. Polać czekoladą, rozpuszczoną w kąpieli wodnej i włożyć ciasto do lodówki na 3 – 4 godziny.

SMACZNEGO!ciasto_czekoladowe_z_masa_pomaranczowa