Sałatka z ziemniaków, kiszonych ogórków i jabłek

Salatka_z_jablek_i_kiszonych_ogorkow

Nie będę ukrywać. Brakowało mi tego w Irlandii – wychodzę do osiedlowego warzywniaka i kupuję świeże, polskie owoce i warzywa. Nie z supermarketu, nie spod folii, nie z tacki i niepozbawione smaku i zapachu. W Irlandii zdarzało mi się kupować na targach organicznych lub wiejskich, ale ze względów finansowych mogłam sobie na to pozwolić raz na jakiś czas. Ceny tych lepszych i bardziej wartościowych warzyw były bowiem po prostu za wysokie. Na co dzień kupowałam warzywa w zwykłych sklepach lub supermarketach, ale ich jakość i świeżość pozostawiała dużo do życzenia. Tutaj, w Polsce po prostu wychodzę do warzywniaka i wiem, że znajdę tam świeże i naturalne produkty. Do tego wycieczka do piwnicy, gdzie w równych rzędach stoją słoiki ze zrobionymi przez moją mamą przetworami i jestem w pełni szczęśliwa. Ogórki konserwowe i kiszone, aromatyczne powidła, pomidory i  tarte jabłka to tylko niektóre z rarytasów, jakie moje mama przygotowała na zimę. Z ogórków kiszonych i warzyw, jakie znalazłam w warzywniaku, robię pyszną sałatkę i cieszę się smakiem produktów, które wchodzą w jej skład. Soczyste i aromatyczne jabłka, chrupiące pory czy wyrazisty smak szczypiorku sprawiają, że widzę wyraźną różnicę pomiędzy tym, co zostawiłam w Irlandii, a tym, do czego wróciłam.

Składniki:

4 ziemniaki
4 ogórki kiszone
por
cebula
kwaśne jabłko + ewentualnie jabłka do wydrążenia, jeśli chcemy zaserwować sałatkę jak na zdjęciu
pęczek szczypiorku
łyżka gęstego jogurtu
łyżka majonezu
sól
pieprz

Sposób wykonania

Ziemniaki obieramy i gotujemy do miękkości. Studzimy i kroimy w plasterki. Pora, jabłko ze skórką, ogórki kiszone i cebulę kroimy w kostkę. Szczypiorek drobno siekamy. Wszystkie składniki mieszamy razem, dodając majonez, jogurt, sól i pieprz. Chłodzimy w lodówce i podajemy na talerzu lub jak na zdjęciu – w wydrążonych jabłkach.

SMACZNEGO!

 

 

Wędzony miecznik z makiem

wedzony_wlocznik_z_makiem

Po tygodniu spędzonym w Polsce, sytuacja zaczyna się stabilizować. Powoli odnawiamy dawne kontakty, szukamy mieszkania, próbujemy jakoś się zorganizować. Tym razem spokojniej, bez pośpiechu i szaleńczego tempa, jakiego nie brakowało nam w ciągu ostatnich tygodni. Dużo zmieniło się w Krakowie w ciągu ostatniego roku. Otwarto nowe miejsca, czasem kosztem tych starych, do których miałam sentyment. Wybudowano nowe budynki. Kraków zaczął się prężnie rozwijać i dynamicznie zmieniać. Widzę na każdym kroku dużo nowych inwestycji. Pozmieniało się także u moich znajomych. Ktoś wziął ślub, kupił mieszkanie, komuś urodziło się dziecko, ktoś ma nowe plany i marzenia, zakończył związek lub jest na rozsypce. Życie toczy się dalej, niezależnie gdzie jestem – czy tutaj, czy dwa tysiące kilometrów stąd. Wiem jedno – wolę być tutaj i być naocznym świadkiem tego wszystkiego. Chcę być częścią życia mojej rodziny i znajomych. Widzę, jak wiele rzeczy ominęło mnie przez ten rok. W Dublinie oczywiście też miałam znajomych i rodzinę. Do niektórych ludzi przywiązałam się i będzie mi ich brakować. Ale życie to sztuka wyboru a ja go właśnie dokonałam – chcę żyć w Polsce i tutaj zostać. A do Irlandii czy Włoch mam zamiar przyjeżdżać w odwiedziny lub na wakacje. Myślę, że to mi wystarczy. Tutaj też mogę mieć słońce, cieszyć się zabytkami i dobrym jedzeniem. A na dowód tego, że można w Polsce znaleźć coś dobrego, dziś przedstawiam przepis na miecznika (zwanego też włócznikiem) – rybę mało popularną w Polsce, ale bez problemu znalazłam ją na stoisku rybnym na Kleparzu. Dokładnie taką samą, jaką jadłam jeszcze miesiąc temu we Włoszech. Zapraszam!

Składniki:

300 g delikatnie wędzonego miecznika (włócznika)
sok wyciśnięty z połowy cytryny
3 łyżki oliwy z oliwek
sól
pieprz
2 łyżki maku

Sposób wykonania

Oliwę, sok z cytryny, pieprz, sól oraz mak wymieszać. Rybę pokroić w cienkie plastry i obtoczyć w marynacie. Włożyć na pół godziny do lodówki. Po tym czasie wyłożyć plastry ryby na talerz, polać marynatą. Podawać z chlebem.


SMACZNEGO!

 

 

 

Sałatka z kurczakiem i marakują

salatka_z_kuczakiem_i_marakuja

Jakieś dwa tygodnie temu moje życie przewróciło się do góry nogami. Mój chłopak zawsze chciał pracować w Polsce. Nie zna niestety na tyle dobrze polskiego, by mógł pracować w tym języku. Od jakiegoś czasu aplikował jednak na pozycje w  naszym pięknym kraju. Rozmowy kwalifikacyjne, spotkania na skypie – wszystko to jakoś przechodziło bez echa. Do pewnego czasu… Kiedy wracaliśmy z naszych wakacji, zadzwonili do niego z informacją, że amerykańska firma poszukuje dla klienta włoskiego pracowników w Krakowie. Nie dość, że w moim mieście, to jeszcze praca w języku włoskim i angielskim. Lepiej być nie mogło… Niestety, w dniu, w którym się dowiedzieliśmy, że dostał pracę, uległa zmianie sytuacja w mojej rodzinie. Tak czy siak, trzeba było wracać. W ciągu tygodnia oboje złożyliśmy wypowiedzenia, spakowaliśmy rzeczy, wysłaliśmy do Polski, pozamykaliśmy konta bankowe, znaleźliśmy osobę na mieszkanie, załatwiliśmy formalności związane z podatkiem itp.  To był szalony tydzień. Trudno uwierzyć, że jeszcze w ubiegłą środę byłam w Irlandii… Tak czy inaczej, cieszę się, że wróciłam – dopiero teraz to do mnie powoli dochodzi… Na razie delektuję się nową sytuacją i zapraszam na lekką sałatkę z kurczakiem i marakują! Pozdrawiam z Krakowa :)

Składniki:

2 piersi z kurczaka
mango
marakuja
pęczek świeżej bazylii
sól
pieprz
oliwa z oliwek

Sposób wykonania

Piersi umyć; posmarować oliwą; posypać solą i pieprzem; ugrillować. Wystudzić i pokroić w kostkę. Mango obrać i także pokroić w kostkę. Marakuję przekroić na pół; łyżeczką wyciągnąć miąższ; połączyć z kurczakiem i mango. Dodać posiekaną bazylię i dobrze wymieszać. Sałatkę podawać schłodzoną, np. na listku sałaty zawiniętą we wrap lub meksykańską tortillę.

SMACZNEGO!

Smaki Włoch

szynka_z_melonemsery

Dziś ostatni z serii “postów włoskich”. Poza zwiedzaniem miast Toskanii i kilkudniowym pobytem nad Adriatykiem nasz urlop upływał głównie na jedzeniu. Pizza domowej roboty, wszelkiego rodzaju makarony i zapiekanki były tylko namiastką tego, co Italia może zaoferować w sensie kulinarnym. Każdego dnia zajadaliśmy się świeżymi owocami i warzywami, serami, wędlinami oraz oczywiście włoskimi lodami. Do tego lampka orzeźwiającego wina i przez dwa tygodnie czułam się jak w raju. Kiedy byliśmy nad morzem, codziennie rano szliśmy do portu rybackiego i kupowaliśmy świeże ryby oraz owoce morza, które przyrządzaliśmy na różne sposoby w domu. Sałatka z ośmiornicą, lasagna z rybą czy krewetki w winie to tylko niektóre z potraw, jakie mieliśmy okazję tam jeść. Podczas zwiedzania Toskanii kilkakrotnie udaliśmy się na tradycyjny aperitif. Poza tradycyjnym spritzem i panzanellą, na stołach królowało prosciutto z melonem. Można je kupić niemal wszędzie. Tradycyjna, podsuszana wędlina dobrze komponowała się z orzeźwiającym smakiem owocu. Okoliczne przydrożne restauracje, poza domowym winem, oferują różne odmiany sera pecorino, w zależności od gatunku, podawanego na ciepło, z miodem lub konfiturą. Do tego marynowane oliwki z własnej uprawy, a co za tym idzie różnego rodzaju oliwę z oliwek. Podczas aperitifu nie mogło oczywiście zabraknąć tradycyjnej włoskiej bruschetty ze świeżą bazylią i pomidorami. Na samo wspomnienie o wszystkich tych przekąskach, kubki smakowe same mi się otwierają… Lato dopiero się kończy, a już nie mogę doczekać się następnego…

bruschettatoskania

Parę słów o Florencji

_MG_0417Zgodnie z obietnicą, dziś zapraszam na wycieczkę do Florencji, stolicy Toskanii. To niezwykle malownicze i pełne zabytków miasto zrobiło na mnie olbrzymie wrażenie. Liczne kościoły, katedry i pałace sprawiają, że miasto ma swój niepowtarzalny klimat. Przez Florencję przepływa rzeka Arno, na której znajdują się słynne mosty. Najstarszy z nich Ponte Vecchio (Stary Most), znany też jako Most Złotników pochodzi z XIV wieku. Swoją nazwę (polską) zawdzięcza warsztatom jubilerskim i kramom, jakie się na nim znajdują. Wizytówkę miasta stanowi Katedra Santa Maria del Fiore (Duomo), której gotycka fasada ze zdobnymi portalami przedstawiającymi sceny z życia Marii Panny zapiera dech w piersiach.
Mówiąc o Florencji, trzeba wspomnieć o Galerii Uffizi, czyli jednym z najstarszych i najsłynniejszych muzeów w Europie. Muzeum cieszy się tak dużą popularnością, że bilety musieliśmy kupić miesiąc przed planowanym przyjazdem. Zwiedzanie dwupiętrowego budynku zajęło nam prawie pięć godzin, ale było warto. W galerii znajdują się najsłynniejsze obrazy Sandro Botticellego, Tycjana, Rubensa, Rafaela, Caravaggio oraz wielu, wielu innych. Niestety, kryzys gospodarczy sprawił, że część zbiorów jest zamknięta i niedostępna zwiedzającym. Ominęły nas więc niektóre flamandzkie malowidła z XVII w., które przyszło nam oglądać z daleka.
Florencja to także moda i kulinaria. Na każdym rogu ulicy można znaleźć markowe butiki, sklepy oraz galerie, z produktami wysokiej jakości. Przez niektórych miasto traktowane jest jako miejsce narodzin współczesnej (po II wojnie światowej) mody. Jeśli zaś chodzi o kuchnię, miejscowość oferuje liczne produkty regionalne – sery, wędliny, pieczywo oraz słynne, włoskie lody. W Toskanii powstaje także słynne Chianti - intensywnie czerwone, wytrawne wino. O włoskiej kuchni będzie jeszcze mowa następnym razem.