“Tarta” porowa z mąki z ciecierzycy

tarta_porowa_z_ciecierzycyDzisiaj częstuję Was daniem, które wymyśliłam z głowy, czyli z niczego. Tytułową tartę ujęłam w cudzysłów, ponieważ nie jest klasycznym wypiekiem z ciasta francuskiego, kruchego czy też drożdżowego. Głównym jej składnikiem jest bowiem mąka z ciecierzycy. Konsystencja mojej “tarty” też nieco różni się od tej tradycyjnej – jest ona bardziej mokra. Mąka z ciecierzycy jest produktem naturalnie bezglutenowym, więc stanowi dobrą opcję dla osób, które glutenu nie tolerują. Można z niej przygotowywać różne placki, naleśniki czy przekąski. Do wykonania takiej tarty nie potrzebujemy masła ani jajek, więc jeśli dobrze dobierzemy dodatki, poza bezglutenową, możemy otrzymać także tartę, np. wegańską. Ja do przygotowania mojego przepisu użyłam akurat sera, ale stanowi on tutaj jedynie dodatek, z którego spokojnie można zrezygnować. Zapraszam do wypróbowania przepisu.

Składniki:

szklanka mąki z ciecierzycy
szklanka wody
duży por
30 g sera typu lazur
2 cebule
3 ząbki czosnku
4 łyżki oliwy z oliwek
sól
pieprz
kumin w proszku

Sposób wykonania

W misce połączyć mąkę z wodą, dodać trochę soli, kumin i dwie łyżki oliwy. Mieszać do momentu aż znikną wszystkie grudki. Przykryć i odstawić na dwie godziny (mieszanka powinna stać w temperaturze pokojowej). Cebule pokroić w krążki, a czosnek w plasterki. Pora zblanszować i ostrym nożem pokroić w talarki. Część talarków wymieszać z odstaną już masą z mąki. Formę do tarty natłuścić resztą oliwy i przelać do niej masę. Włożyć na około 10 minut do nagrzanego do 180 stopni piekarnika. Po tym czasie wyciągnąć z piekarnika i na wierzchu ułożyć plastry cebuli, czosnku i resztę porowych talarków. Oprószyć solą i pieprzem. Posypać pokrojonym na kawałki serem. Włożyć z powrotem do piekarnika i piec jeszcze około 20 – 25 minut.

SMACZNEGO!

 

Domowy hummus

hummus

Ktoś kiedyś powiedział, że na każdym blogu kulinarnym prędzej czy później musi pojawić się przepis na hummus. Dla FoodFellas nadszedł właśnie ten dzień. Zauważyłam, że w ostatnich latach hummus stał się bardzo popularny. Nie tylko w Polsce. Kiedy mieszkałam w Irlandii, niemal w każdym sklepie można było kupić hummus. W różnej postaci – klasyczny, o obniżonej zawartości tłuszczu, cytrynowy, z dodatkiem kolendry, oliwkowy, paprykowy itp. W Polsce w sklepach nie ma aż takiego wyboru. Poza tym w porównaniu do Irlandii, tutaj hummus jest stosunkowo drogi. Dlatego warto zrobić go samemu – można wtedy eksperymentować z ulubionymi smakami, a ponadto mamy pewność, że jest wykonany z dobrych i naturalnych składników (zwłaszcza gdy tahini także zrobimy własnoręcznie). Właśnie na taki hummus dziś zapraszam – naturalny i klasyczny.

Składniki:

Na tahini:

szklanka ziaren sezamu
4 łyżki oleju sezamowego

Sezam uprażyć na patelni, po czym wsypać do blendera i zacząć rozdrabniać. Po chwili stopniowo dodawać olej sezamowy i miksować do uzyskania pożądanej, jednolitej masy. Z tych proporcji wychodzi tahini na dwa hummusy. Tahini można bez problemu przechowywać w słoiku w lodówce nawet do kilku tygodni.

Na hummus:

szklanka suchej ciecierzycy
3/4 szklanki tahini
1/4 szklanki oliwy z oliwek
3 – 4 ząbki czosnku
sok wyciśnięty z połówki cytryny
pół szklanki zimnej wody
sól
kumin w proszku

Ciecierzycę moczyć przez noc, po czym ugotować do miękkości. Przełożyć do blendera, dodać tahini, sok z cytryny i czosnek; miksować kilka minut. Po chwili dodać wodę i oliwę z oliwek; kontynuować rozdrabnianie. Na koniec przyprawić do smaku solą i kuminem. Wymieszać. Ja użyłam tylko kuminu, ale można dodać inne przyprawy lub eksperymentować ze smakiem – np. w trakcie miksowania dorzucić suszone pomidory, grillowaną paprykę lub ulubione zioła.

SMACZNEGO!

 

 

 

Przekładaniec szpinakowo – łososiowy

przekladaniec_szpinakowo_lososiowy

Kiedy byłam małą dziewczynką, moja mama systematycznie kupowała dwa periodyki. Jednym z nich była “Burda”, z której mama czerpała krawieckie pomysły, a drugim – “Claudia”. Pamiętam, że sama chętnie wczytywałam się w zamieszczone na końcu każdego numeru “Claudii” opowiadania. Interesowały mnie także strony poświęcone turystce i gotowaniu. Jeśli o tym ostatnim mowa, pamiętam, jak mama wycinała co ciekawsze przepisy i umieszczała je w swoim segregatorze. Kilka lat temu znalazłam segregator, a w nim przepis na przekładaniec szpinakowo-łososiowy. Od tego czasu kilkakrotnie przygotowywałam ten smakołyk, także ostatnio, w okolicach Nowego Roku. Dziś, dla chętnych przypominam przepis.

Składniki:

3 jajka
50 g stopionego masła
łyżka masła niestopionego (+ do posmarowania blachy)
100 g mąki (+ do obsypania blachy)
1/3 łyżeczki proszku do pieczenia
200 g szpinaku (świeżego lub mrożonego)
3 ząbki czosnku
200 g serka kremowego (śmietankowego lub łososiowego)
200 g wędzonego łososia
2 łyżki posiekanego koperku
gałka muszkatołowa
pieprz
sól

Sposób wykonania

Szpinak umyć i posiekać. Na patelni rozgrzać łyżkę masła, po czym dodać szpinak. Po chwili dodać posiekany czosnek, sól, gałkę muszkatołową i pieprz. Dobrze wymieszać i smażyć do miękkości. Jajka rozdzielić. Białka ubić z odrobiną soli na sztywno, a żółtka zmiksować ze stopionym masłem. Mąkę wymieszać z proszkiem do pieczenia i przesiać na żółtka z masłem. Dodać szpinak i ubite białka. Całość wymieszać. Blachę wysmarować masłem i obsypać mąką. Wyłożyć papierem do pieczenia, po czym wlać ciasto szpinakowe. Wyrównać łyżką i włożyć do nagrzanego do 180 stopni piekarnika na ok. 15 minut. Po tym czasie wyciągnąć z piekarnika i z blachy, przewrócić do góry nogami, ściągnąć papier i pozostawić do wystygnięcia. Przeciąć na cztery równe części. Łososia pokroić na kawałki. Wymieszać z serkiem i posiekanym koperkiem. Trzy kawałki ciasta przełożyć serkiem z łososiem i przykryć czwartą częścią ciasta. Owinąć w folię spożywczą i włożyć do lodówki na noc. Następnego dnia odwinąć z folii i pokroić w paski.

SMACZNEGO!

Pieczone okładniczki

pieczone_nozencePo świątecznych mięsach i sałatkach, które zapewne gościły na niejednym stole w ciągu ostatnich dni, dziś proponuję owoce morza. Z lampką białego wina świetnie sprawdzą się na noworocznym obiedzie bądź kameralnej, sylwestrowej kolacji. Okładniczki lub jak kto woli brzytwy, scyzoryki bądź nożeńce to małże dobrze znane tym, którzy często spędzają wakacje we Włoszech, Portugalii czy Hiszpanii. Małże te posiadają charakterystyczne długie, proste i bardzo ostre muszle. W Polsce można je znaleźć w dobrych sklepach rybnych bądź też na dziale rybnym w niektórych supermarketach. Ważne jest, aby kupować je świeże (żywe!). Wbrew pozorom, w zimie smakują nawet lepiej niż w lecie. Dlaczego? To całkiem proste. Wystarczy powtórka z lekcji biologii. Małże odbywają tarło latem. Ich gonady, czyli narządy płciowe produkują przy tym bardzo duże ilości gamet (czyli komórek rozrodczych), które tworzą swoiste mleczko. Mleczko to jest dość gorzkie i może trochę zmienić smak małży. Poza tym na tarło zużywają całą energię, której nie wykorzystują zimą. Latem są zatem bardziej zmęczone i “wątłe”, a zimą nabierają masy. I jak? Przekonałam Was? No to wyruszajcie do “rybnego”, a tym, którzy planują wkrótce wycieczki w cieplejsze kraje, zazdroszczę i zachęcam do skosztowania małży według regionalnych receptur.

malze_brzytwypieczone_okladniczki

Składniki:

500 g okładniczek
woda
sól
natka pietruszki
3 ząbki czosnku
oliwa z oliwek
sok wyciśnięty z połówki cytryny
2 łyżki bułki tartej

Sposób wykonania

Do zimnej osolonej wody włożyć okładniczki i odstawić na 3 godziny. Muszle powinny się w tym czasie otworzyć. Jeśli tak się stanie, mamy pewność, że brzytwy były świeże. Delikatnie usunąć małże z muszli i umyć je pod bieżącą wodą, by wypłukać piasek. (Małże te żyją przy dnie i zagrzebują się w piasku, więc możemy znaleźć go w muszlach całkiem sporo). Blachę wyłożyć papierem do pieczenia lub folią aluminiową. Oliwę, sól, posiekaną natkę pietruszki, rozdrobniony czosnek i bułkę tartą wymieszać. Ja część okładniczek zrobiłam w wersji z bułką tartą, a część bez (bułkę do mieszanki dodałam na końcu). Małże dobrze obtoczyć w mieszance, aby były nią pokryte z każdej strony. Można je przełożyć z powrotem do muszli bądź piec bez nich. Małże rozłożyć na blasze i włożyć do nagrzanego do 200 stopni piekarnika. Piec ok. 15-20 minut, aż bułka się zarumieni. Na koniec skropić sokiem z cytryny.

SMACZNEGO!

 

Kutia wigilijna

kutia_wigilijna

Ciekawe na ilu stołach pojawi się dziś wieczorem kutia? U mnie w rodzinie rzadko ją robimy, ale w tym roku wyjątkowo wyląduje na wigilijnym stole. Jak zawsze będzie karp, barszcz z uszkami, pierogi z suszonymi śliwkami oraz z kapustą i grzybami itp. Tym razem moja mama postanowiła zrobić także madziary (pęczak z grzybami), których również dawno nie jedliśmy w Wigilię, więc ja przypominam zapomnianą już troszkę kutię. Do Wigilii zostało jeszcze kilka godzin, w większości domów przygotowania w toku. My spędzimy dziś wieczór z moimi rodzicami, dziadkami, braćmi i siostrą mojej mamy oraz z moim “kuzynostwem”.  Mam nadzieję, że także Wy spędzicie ten wieczór wśród swoich bliskich. Pamiętajcie, żeby się nie przejadać, zachować umiar i cieszyć się chwilami spędzonymi z rodziną. Korzystając z okazji, życzę Wam radosnych i spokojnych Świąt Bożego Narodzenia. Zainteresowanym przypominam – tradycyjnie dziś o 20:05 na Polsacie “Kevin sam w domu”. A jeśli ktoś nie będzie miał okazji obejrzeć, to nic straconego: jutro o 16:45 powtórka. Tamże. Wesołych Świąt!

Składniki:

szklanka pszenicy (ja miałam specjalną do kutii)
szklanka maku
pół szklanki płynnego miodu
50 g migdałów
50 g orzechów włoskich
50 g suszonych śliwek
50 g rodzynek
kilka kropli ekstraktu z wanilii
woda

Sposób wykonania

Pszenicę moczyłam przez noc. Rano zmieniłam wodę i gotowałam do miękkości. Mak ugotowałam w niewielkiej ilości wody, także do miękkości, po czym zmieliłam dwukrotnie w maszynce. Śliwki i rodzynki zalałam na kilka minut wrzątkiem. Śliwki pokroiłam na mniejsze kawałki. Migdały i orzechy włoskie posiekałam. Ugotowaną pszenicę, zmielony mak, posiekane orzechy, śliwki, rodzynki, miód i ekstrakt wanilii dokładnie wymieszałam i włożyłam do lodówki. Na koniec przybrałam migdałami i orzechem włoskim.

Et voilà!